30 listopada 2006

[*] kolejny Wielki...

Wczoraj odszedł od nas w wieku 83 lat wielki aktor: Leon Niemczyk. Postać niewątpliwie wybitna. Tak o nim pisze Gazeta, a tak żegnali go Łodzianie.

26 listopada 2006

przygarnij kropka

Wszystkich zadowolonych Łodzian zapraszam do wspólnej zabawy.

23 listopada 2006

80

on wtedy odszedł
my zaczynamy
dla niego to koniec
dla nas początek
a gdyby tak 80
stało się czymś innym
wyzwanie rzucone
zadanie skończone
jak jing i jang
początek i koniec
jak nicość
i jak nieskończoność


toniemy...

...we mgle

...tak było w niedzielę... to był miło spędzony z Marzeną, Michałem i ich zwierzyńcem dzień:-)

16 listopada 2006

Folwark

"Witaj w naszym Folwarku!" - powiedziała Brudna Henrietta do Roześmianego Świstaka, który dźwigał ciężką walizkę do swojego pokoju w nowym domu.
Właściwie był to przytułek dla zwierząt mających Coś do powiedzenia, ale jednocześnie będących zbyt zakompleksionymi, by móc wyrazić to Coś. Wyjątkiem wśród mieszkańców tego dziwnego miejsca był Krzepki Pawian, który dostał się tu po znajomości, dzięki łapówkom i groźbom skierowanym do odpowiednich osób. Nikt nie wiedział co nim kierowało. Czyżby przed czymś uciekał? Pozostali byli tu dlatego, że nie mieli gdzie iść ze swoimi problemami.
Na przykład jeśli chodzi o Eukaliptusową Koalę, była ona wiecznie niezadowolona. W folwarku nie mowiło sie o tym głośno, ale szum pokątnych szeptów był niczym dźwięk wydawany przez zepsutą spłuczkę. Tym razem jej nastrój wynikał z tego, że przypomniała sobie po raz kolejny o odległej już o miesiące aferze z Pawianem. Jak zwykle poszło o drobiazg, przynajmniej w Pawiana mniemaniu. Misia, jak na Koalę przystało, po obfitej eukaliptusowej kolacji spała jak zabita. W takim stanie przypominała raczej leniwca. Tak się składa, że w sąsiedztwie mieszkał akurat Nerwus Leniwiec, jednak nie był on zbyt dobrym przykładem przedstawiciela swojego gatunku, ani też przykładem odpowiednim do porównywania z obecnym stanem Koali, ale o tym kiedy indziej. Wystarczy powiedzieć, że Koala cucona w jakikolwiek sposób, była zdolna tylko do leniwego podniesienia powieki i to wyłącznie prawej, umysł natomiast nadal pracował u niej na jałowych obrotach, albo nie pracował w ogóle. Pawian jako zwierzę silniejsze, które czuło się ważniejsze w folwarcznej hierarchii, postanowił właśnie wieczorową porą pokazać nieźle zduźdanej misi kto tu rządzi. Wiedział doskonale, że mała nie ma tyle mocy żeby zorganizować organizm, zareagować na zagawędę, szturchania, ale postanowił nie dawać za wygraną. To był według niego odpowiedni moment, by Koala zjawiła się w jego pokoju, by jak co tydzień, oczywiście zazwyczaj w ciągu dnia i przy normalnej Koalowej kondycji, poczytać mu jego ulubioną bajeczkę o Kubusiu Puchatku... takim misiu.
Pawian zawsze dostawał to, czego chciał, z uwagi na budowę ciała i tężyznę fizyczną połączoną z niezbyt lotnym umysłem, więc i tym razem osiągnął zamierzony cel. Odbyło się to kosztem 2 wiader lodowatej wody wylanych na głowę Koali, kosztem 5 czopków glicerynowcyh i płukania Misiowego żołądka przeprowadzonego przez wystraszoną Żarłoczną Lamę.
Ostatecznie Koala nie bez wysiłku przeczytała to, co Pawian chciał, ale pojawił się u niej duży uraz, który stawał się z dnia na dzień coraz większym problemem. Eukaliptusowa do dziś nie potrafiła całej sytuacji zaakceptować... a przede wszystkim tego, że uświadamiało jej to własną słabość. Kiedykolwiek spotykała Liska Chytruska lub Brodacza Monahijskiego - Pieska, przelewała swoje żale na nich. Mieli już dość jej ciągłego marudzenia, tak jak i pozostali mieszkańcy. Jedynym zwierzęciem, które nie odczuło jej nawracającego rozżalenia była Importowana Kura. Koala nie zaczepiała jej, bo i tak Kura była przygłucha, więc ciężko się było z nią dogadać.
Była jeszcze Brudna Henrietta, która opiekowała się Folwarkiem, jednak z nią akurat nikt nie lubił rozmawiać, bo niezbyt przyjemnie pachniała, nawet w pojmowaniu zwierząt. Bo Henrietta była człowiekiem, kobietą, tak się przynajmniej wszystkim wydawało. Jej fartuch był wiecznie brudny, a włosy wydzialały takie wonie i miała je w takim nieładzie, że lepiej o tym nie wspominać! Zwierzęta starały się do niej nie zbliżać, choć formalnie to ona była ich jedynym opiekunem.
Tak więc Koala musiała sobie po raz kolejny sama poradzić z niezbyt dobrym nastrojem... czy jej się uda? kto jeszcze mieszka w Folwarku? czy Importowana Kura ma coś wspólnego z pewnym Kaszlącym Łabędziem?

Jeśli ciekawią Was odpowiedzi na powyższe pytania, lub dalsze losy wymienionych zwierzątek, a może też chcielibyście poznać Rozważnego Chomika i Szarą Myszkę piszcie. Kto wie?!?...


Silvija, dziękuje Ci za zachęcenie mnie do "Folwarku".

15 listopada 2006

tynfa wart i nie tylko...

GonsioR(y) live... znowu zyskuje na wartości:) Do tematu wypłaty poniższych srodków chyba nie ma co wracać, nikt zbytnio się nie zgłasza z kasą, ale czas pokaże, może coś z tego wyjdzie;)


My blog is worth $1,693.62.
How much is your blog worth?


Tymczasem Silvija z Anią wybrały się do kina (o zamiarach wspominałem wcześniej) na Volver Pedro Almodóvara. Silvija powiedziała że film Jej się bardzo podobał.

A czas leci... na palcach obu rąk już mogę policzyć dni robocze jakie mi zostały do zimowego urlopu... a będzie to 19 Wolnych Dni!!! Nie mogę się doczekać!!

12 listopada 2006

Przerwana lekcja francuskiego

Odwiedziła nas wczoraj Ania:)
Daria od razu zaatakowała Ciocię... Ania zaangażowała się w akcję "Cała Polska czyta dzieciom";-)




Odwiedził nas też Denis, mój Szwagier (poniżej z Silviją):


Ania wbiła pinezkę oznaczającą miejsce gdzie mieszka w globus Google Earth 4 BETA.


Było wino... oczywiscie z Francji (panowie rozpracowali tzw. kalendarz Carlsberga). Ania oprócz wina przywiozła wyśmienite francuskie sery, więc (mlask-mlask) było smacznie.
Był też czas na zagawędę Ani i Sebastiena via Skype 3.0 (oczywiście BETA)


I jakby nie było, Ania (parlająca franse) udzieliła nam lekcji języka francuskiego.
Możliwe że Dziewczyny wybiorą się na jakiś rzewny babski film (jak Ani wystarczy czasu), ja tymczasem czekam na kolejną Jej wizytę... może dojrzeje już jakieś home-made winko;-)

10 listopada 2006

to ja do Białegostoku

Takiego kandydata to tylko pozazdrościć. Nie jest to żadna agitacja, na łamanie ciszy przedwyborczej za wcześnie... to po prostu głos pełen podziwu dla kandydata na prezydenta miasta Białystok.
Dla tego pana duże oklaski... za odwagę cywilną przede wszystkim. A oto co mówi o sobie:

09 listopada 2006

nocna zmiana... czyli... ale o tym jeszcze dalej



Młodsza jak zwykle roześmiana, a tymczasem mam do zaproponowania coś, co mam nadzieję i u starszych wywoła uśmiech (choć na chwilę). Zapraszam do codziennej porcji Klary Weritas, czyli na "Łabędzi śpiew gąsiora". Tak, tak, to nie pomyłka, ani też nie kryptoreklama... Gąsior jest, a jakże:) !!! Tyle że chodzi o najsłynniejszą polską powieść z cyklu true-poltical-fiction nadawaną codziennie rano przez RMF FM oraz pod powyższym linkiem w formie mp3. Aby wiedzieć kto jest kto (a to ważne, szczególnie jeśli ktoś jest zaspany) zapraszam tu.

A tymczasem siedzę w pracy... czekają mnie kolejne nocne walki z serwerami... jeśli się jeszcze nie domyśliliście, to chodzi oczywiście o piątek 13tego. Poprzednia porcja nocnej posiedziby miała miejsce 24 października, dziś (mam nadzieję) będzie koniec. Bo już nie ma co odkręcać.

beta beta beta mniam

Mniam mniam mniam! - sprzed klawiatury rozległo się głośne mlaskanie i cmokanie.
Pojawiła się kolejna wersja beta Skype, tym razem będzie to już Skype 3. Niestety tylko dla Windows, ale użytkownicy innych systemów pewnie też się niebawem doczekają. Funkcji coraz więcej, wygląda coraz przyjemniej, nic tylko instalować. Ja już to zrobiłem i cieszę się póki co. W nowym Skajpie można nawet pograć (huehue) w gry z rozmówcą/czatownikiem, na razie tylko 2, ale jest to jakaś nowość... oczywiście nic na siłę, żadnych dodatkowych funkcji nie trzeba wykorzystywać, ani nic instalować. Ale wszystko jest ładniejsze, aż się chce gawędzić.
Po polsku można poczytać o tym na stronie serwisu Alternatywa.Info
oraz oczywiście u źródła.

07 listopada 2006

direction IKEA, Janki, Poland


Wczoraj z Michałem pojechałem w kierunku stolicy na ikejowe zakupy. Świąteczne gadżety ze Skandynawii mnie i mojej Małżonce podobają się najbardziej, a że sklep Ikea ma być otwarty w Łodzi dopiero w 2008 roku, więc jeszcze trochę poczekamy. Na szczęście przepychanki na wysokich szczeblach wreszcie się skończyły.
Póki co Szacunek dla Michała! Kiedy potrzeba zabiera w podróż i odwozi pod dom, niejednokrotnie z dostawą do dużego pokoju;-)
Tymczasem dziś całą drogę padało, było brzydko, były korki, a jak wyglądały można zobaczyć też TU
A poniżej rzut oka na zamglone pole:

05 listopada 2006

laski

04 listopada 2006

imieninowo ale dramatycznie

Jeszcze zanim poszedłem do pracy w dniu wczorajszym Daria zaczęła dziwnie pociągać nosem. Dramat rozpoczął się jednak dopiero w okolicach godziny 20tej, gdy Silvija po wykąpaniu Darii zauważyła ukrywaną pół dnia przez dziecko przyczynę pociągania:


Była to nadłamana końcówka kredki swiecowej głęboko w nosie Darii. Maleństwo nie chcialo się przyznać że źle zrobiło, bo już wczesniej miała jasno powiedziane co myslimy o wkładaniu kredek do nosa. Siedziała więc cicho pół dnia. Gdy juz wyszło na jaw że kredka jest, gdzie jest, jak długo jest, postanowiła nie dopuscić do jej usunięcia. Płacz trwał przez godzinę, aż Silviji udało się uspić Łobuza. Przez nastepną godzinę Dramat trwał dalej. Sól morska, próby wyciagnięcia patyczkiem, fifką, gruszką, ani niczym innym nie skutkowały. Na szczęscie zmęczona Daria obudziła się tylko raz w trakcie zabiegów. Patyczkowi pomogła dopiero masć arnikowa. Cała akcja trwała ponad 2 godziny. Silvija się strasznie umęczyła, ale udało się... do następnej kredki swiecowej:-)
Tymczasem dzis Daria przejęła kredki, których tata nie otworzył gdy je dostał w podstawowce. Nowe-stare swiecowe kredki... malowane jak ta lala, juz takich nie robią:-)

...a będzie jeszcze lepiej.

Jak obiecali, tak słowa dotrzymują. Miało być lepiej i jest!
Aby sie o tym przekonać wystarczy przeczytać artykuł na stronach Gazety. Otóż dowiemy się z niego, że od wczoraj nie wolno fotografować prezesa Jarosława z profilu.

"Bo takie są ustalenia" - powiedział dziennikarzom pracownik biura prasowego rządu.
Dziennikarz Gazety sugeruje obejrzenie zdjęć z profilu zanim znikną z internetu.... buhahahaha.

03 listopada 2006

imieninowo

Silvija dziś ma imieniny:-)
Kochanie... 100 Lat i Duuużo Słońca od Darka i Darii!!
(i dla wszystkich innych Sylwii)

ufff

Skończyłem dziś czytać najcięższą (moim zdaniem) powieść Stephena Kinga, zwanego też przez niektórych Stefanem Królem. Jest to kolejna jego mroczna opowieść, którą ukończył w 1991 roku. Dramat rozgrywa się (jak to u Kinga) w domku nad jeziorem Kashwakamak gdzieś w stanie Maine... oraz w głowie pewnej kobiety. Momentami powieść zapiera dech w piersiach. Dopisek "dla ludzi o mocnych nerwach" byłby jak najbardziej na miejscu. Zapraszam do lektury: Gra Geralda.
Tymczasem żeby odsapnąć i nieco się zrelaksować zamierzam wrócić na Świat Dysku Pratchett'a w "Kapeluszu pełnym nieba"... brzmi smakowicie.
A potem jak szczęście dopisze i szwagier kupi;-) może do VII i ostatniego tomu "Mrocznej Wieży" Mistrza Kinga... Can Calyx, ka-tet Rolanda i North Central Positronics czekają na mnie.

02 listopada 2006

zaległości, a może nie...

Przedwczoraj - spokojny wtorek - po pracy (dzień kolejny komunikacyjnego koszmaru, który nawiedził Łódź po raz kolejny) postanowiłem odwiedzić Dziadka i Prababcię, tym bardziej, że pogodę zapowiadali na 1go listopada nieciekawą. Melancholia...




I rzeczywiście: wczoraj (1 listopada) w ciągu dnia wiało strasznie i momentami lało:

...a w nocy spadł śnieg (1/2.11):

Ciekawe, czy utrzyma się do rana?

A tymczasem Ania dziś spacerowała po Cmentarzu Père-Lachaise. Wybieram się na przechadzkę wirtualną, ktoś idzie ze mną?
Aniu, pamiętaj następnym razem o świeczce dla Jima!

P.S. (9:00) Śnieg się utrzymał, Daria widziała:)

01 listopada 2006

jest dobrze...

"Jest dobrze a będzie jeszcze lepiej" - tak brat miłościwie nam panującego, prezes Jarosław, podsumował rok rządów swojej partii.
No to jak bedzie jeszcze lepiej, to ja się bardzo cieszę, niczego innego bardziej nie pragnę!
Może nawet pójdę na nich glosować w nadchodzących wyborach... hmmm... zaraz, zaraz, czy to nie ci sami co wydymali swoich najpotężniejszych koalicjantów, a wraz z nimi połowę obywateli?? A nie, to chyba nie ci, bo to chyba ci, co wydymali dzielnych chłopów i moherowe berety..
...eeee chyba mi się coś pomyliło... przecież jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej!