"Witaj w naszym Folwarku!" - powiedziała Brudna Henrietta do Roześmianego Świstaka, który dźwigał ciężką walizkę do swojego pokoju w nowym domu.
Właściwie był to przytułek dla zwierząt mających Coś do powiedzenia, ale jednocześnie będących zbyt zakompleksionymi, by móc wyrazić to Coś. Wyjątkiem wśród mieszkańców tego dziwnego miejsca był Krzepki Pawian, który dostał się tu po znajomości, dzięki łapówkom i groźbom skierowanym do odpowiednich osób. Nikt nie wiedział co nim kierowało. Czyżby przed czymś uciekał? Pozostali byli tu dlatego, że nie mieli gdzie iść ze swoimi problemami.
Na przykład jeśli chodzi o Eukaliptusową Koalę, była ona wiecznie niezadowolona. W folwarku nie mowiło sie o tym głośno, ale szum pokątnych szeptów był niczym dźwięk wydawany przez zepsutą spłuczkę. Tym razem jej nastrój wynikał z tego, że przypomniała sobie po raz kolejny o odległej już o miesiące aferze z Pawianem. Jak zwykle poszło o drobiazg, przynajmniej w Pawiana mniemaniu. Misia, jak na Koalę przystało, po obfitej eukaliptusowej kolacji spała jak zabita. W takim stanie przypominała raczej leniwca. Tak się składa, że w sąsiedztwie mieszkał akurat Nerwus Leniwiec, jednak nie był on zbyt dobrym przykładem przedstawiciela swojego gatunku, ani też przykładem odpowiednim do porównywania z obecnym stanem Koali, ale o tym kiedy indziej. Wystarczy powiedzieć, że Koala cucona w jakikolwiek sposób, była zdolna tylko do leniwego podniesienia powieki i to wyłącznie prawej, umysł natomiast nadal pracował u niej na jałowych obrotach, albo nie pracował w ogóle. Pawian jako zwierzę silniejsze, które czuło się ważniejsze w folwarcznej hierarchii, postanowił właśnie wieczorową porą pokazać nieźle zduźdanej misi kto tu rządzi. Wiedział doskonale, że mała nie ma tyle mocy żeby zorganizować organizm, zareagować na zagawędę, szturchania, ale postanowił nie dawać za wygraną. To był według niego odpowiedni moment, by Koala zjawiła się w jego pokoju, by jak co tydzień, oczywiście zazwyczaj w ciągu dnia i przy normalnej Koalowej kondycji, poczytać mu jego ulubioną bajeczkę o Kubusiu Puchatku... takim misiu.
Pawian zawsze dostawał to, czego chciał, z uwagi na budowę ciała i tężyznę fizyczną połączoną z niezbyt lotnym umysłem, więc i tym razem osiągnął zamierzony cel. Odbyło się to kosztem 2 wiader lodowatej wody wylanych na głowę Koali, kosztem 5 czopków glicerynowcyh i płukania Misiowego żołądka przeprowadzonego przez wystraszoną Żarłoczną Lamę.
Ostatecznie Koala nie bez wysiłku przeczytała to, co Pawian chciał, ale pojawił się u niej duży uraz, który stawał się z dnia na dzień coraz większym problemem. Eukaliptusowa do dziś nie potrafiła całej sytuacji zaakceptować... a przede wszystkim tego, że uświadamiało jej to własną słabość. Kiedykolwiek spotykała Liska Chytruska lub Brodacza Monahijskiego - Pieska, przelewała swoje żale na nich. Mieli już dość jej ciągłego marudzenia, tak jak i pozostali mieszkańcy. Jedynym zwierzęciem, które nie odczuło jej nawracającego rozżalenia była Importowana Kura. Koala nie zaczepiała jej, bo i tak Kura była przygłucha, więc ciężko się było z nią dogadać.
Była jeszcze Brudna Henrietta, która opiekowała się Folwarkiem, jednak z nią akurat nikt nie lubił rozmawiać, bo niezbyt przyjemnie pachniała, nawet w pojmowaniu zwierząt. Bo Henrietta była człowiekiem, kobietą, tak się przynajmniej wszystkim wydawało. Jej fartuch był wiecznie brudny, a włosy wydzialały takie wonie i miała je w takim nieładzie, że lepiej o tym nie wspominać! Zwierzęta starały się do niej nie zbliżać, choć formalnie to ona była ich jedynym opiekunem.
Tak więc Koala musiała sobie po raz kolejny sama poradzić z niezbyt dobrym nastrojem... czy jej się uda? kto jeszcze mieszka w Folwarku? czy Importowana Kura ma coś wspólnego z pewnym Kaszlącym Łabędziem?
Jeśli ciekawią Was odpowiedzi na powyższe pytania, lub dalsze losy wymienionych zwierzątek, a może też chcielibyście poznać Rozważnego Chomika i Szarą Myszkę piszcie. Kto wie?!?...
Silvija, dziękuje Ci za zachęcenie mnie do "Folwarku".