31 grudnia 2006

la noche mexicano

I tak oto zbliżyliśmy się do końca roku... jaki był, taki był, dużo się wydarzyło... były rzeczy mniej fajne, i te wesołe też. Nowy 2007 Rok bedzie lepszy, czego sobie i Wam życzymy!!

'myspace

Dziś Dzień Ostatni 2006 Roku, a tymczasem wczoraj odwiedzili nas Agata i Wojtek. Było jak w Mexico: burritos, cerveza con limón, nachos, salsa. Degustacja na całego:) Agata nauczyła Darię cza-czę, Wojtek jak się robi profesjonalne zdjęcia. Było miło, powspominaliśmy, pooglądaliśmy fotki... koniecznie trzeba powtórzyć;-)

27 grudnia 2006

dewirtualizacja... i po świętach

Taaaak.... Święta i czas wolny od pracy z nimi związany jak zawsze upływa w mgnieniu oka. Szczególnie gdy wypełniony po brzegi:)

W sobotę Wigilia Wigilii w Łodzi Kaliskiej. Spotkaliśmy się aby dokonać dewirtualizacji znajomości:) Było bardzo fajnie: Ania, Agata z Jesperem, Marcin, Szymon, Alicja z Tomkiem, Sylwia z Johnem... no i oczywiście Magda, której nikt nie poznał (nawet Ci, co znają ją od dawna;-) ). Piwko się polało, czipsy się jadło, pizze się jadło (jak się miało miejsce). Było miło i trzeba koniecznie powtórzyć!
(czekamy na zdjęcia:-) )

W niedzielę Wigilia. Spędziliśmy ten dzień z Ireną i Denisem... i też było miło... oczywiście miało miejsce obowiązkowe obżarstwo świąteczne, oczywiście potrawy pozostawały, oczywiście były MAKIEŁKI:) Kto nie wie jak smakują makiełki z bułką (nie z kluskami) niech żałuje! Nie wie co traci! A Wigilię też trzeba powtórzyć... za rok. Szkoda tylko że nie ma już Dziadka i że Babcia nie mogła z nami tego dnia spędzić, ale zobaczyliśmy się z Nią w 2gie Święto.




W poniedziałek Pierwsze Święto. Gościliśmy Edytę, Rafała i ich roczną córeczkę Ulę. Potrawy, a jakże, wigilijne:) Whisky się lała, piwo się lało, martini się lało, się jarało, się działo... dzieci pomimo różnicy wieku nawiązały jakiś kontakt. Było miło... trzeba powtórzyć:-)



Wtorek - Drugie Święto. Tego dnia byliśmy wraz z Babcią zaproszeni do Ireny i Denisa. Pyszna riblja čorba, czyli ostra zupa rybna rozpoczęła ucztę... potem były inne smaczne cudeńka i słodkości. Trzeba powtórzyć, bo było bardzo miło...





...i się skończyło. Dziś znowu do pracy... na 3 dni:-)

Szczęśliwego Nowego 2007 Roku!!!

24 grudnia 2006

19 grudnia 2006

grudzień...

Grudzień jest miesiącem magicznym.
Mesmerize... Hypnotize
To w grudniu jak co roku w naszym domu ubieramy choinkę. W tym roku dzielnie pomagała nam Daria:)
Santa Claus' Helper
To w grudniu Mikołaj może zrobić prezent 2 razy:) Daria w tym roku poznała Świętego Mikołaja, nawet siedziała u niego na kolanach i dostała prezent:)
HOHOHO
To w grudniu jest Wigilia i Święta Bożego Narodzenia, gdy spotykamy się w gronie rodzinnym i ze znajomymi... większość ma wolne i jest miło. Niestety Wigilie nigdy już nie będą takie jak poprzednie:( Nie ma z nami już Dziadka, nie spędzimy tego dnia również z Babcią, spotykamy się za to w II Dzień Świąt. Ogólnie można powiedzieć, że grafik napięty i wypełniony spotkaniami rodzinnymi i ze znajomymi:) Tak to już w grudniu bywać potrafi.

I na koniec... to również w grudniu lat temu 32 piszący te słowa przyszedł na świat. Tak się spieszyłem żeby się urodzić w dniu 45 urodzin Mojej Babci, że aż przyszedłem na świat o 2 miesiące za wcześnie, ale się udało:) I tak oto Babcia zaproponowała bym obchodził również tego dnia imieniny i zostałem Darkiem:)

Grudzień, Święta, koniec roku... stary rok się kończy, oby nowy był lepszy, więc...:

Życzymy wszystkim Wesołych Świąt!!
Merry Christmas!!!

15 grudnia 2006

o małpie w czerwonym i pewnym studiu filmowym

Wczoraj byliśmy na koncercie. W Toya Film Studio zagrał wspominany wcześniej zespół Coma. Koncert był, jak się spodziewaliśmy, niezłym widowiskiem, ale ja nie o tym... kiedyś było tu studio łódzkiej Wytwórni Filmów Fabularnych. To ponoć w tym budynku, w którym wczoraj grała Coma, powstał film o pewnych 2 młodocianych złodziejach. Dzisiaj, 44 lata później, chyba wstydzą się, że grali w tym filmie, nawet chodziły słuchy o jego wycofaniu gdy doszli do władzy. Chyba jednak powinni wstydzić się tego co dziś wyprawiają.
Miłościwie Nam Panujący Brat Lech w dniu dzisiejszym w Brukseli na konferencji prasowej w pobliżu dużej ilości mikrofonów (jak to na konferencjach bywa) powiedział był zbyt głośno:

"Jeszcze jedno pytanie, ale nie od tej małpy w czerwonym"
Słowa te padły do podsekretarza stanu Krawczyka na jego pytanie czy zamierza jeszcze udzielać odpowiedzi dziennikarzom. Hmmm... a to nie jedyne jego faux pas tego dnia w Brukseli!

Więcej można poczytać i zobaczyć na Onecie, albo poczytać i posłuchać na stroie Radia Zet. Zachęcam:-)

08 grudnia 2006

[*][*] Darrell "Dimebag" Abbott

W 1983 bracia Abbott założyli zespół. W 3 lata później pierwszego wokalistę grupy zastapił Philip Anselmo. Od tego momentu można mowić o ich sukcesie. Grali razem do 2002 roku gdy Phil postanowił skoncentrować się na swoim pobocznym projekcie. Wydali razem 4 płyty studyjne i 1 koncertową. Tak w skrócie można napisać o zespole Pantera. Jego twórcy - bracia Abbott: Vinnie Paul - perkusista i "Dimebag" Darrell - swietny gitarzysta - jednak nie próżnowali... założyli drugą kapelę i nazwali ją Damageplan. W 2004 ukazała się ich debiutancka płyta. Niestety więcej materiału nie nagrają. Nie ma też szans na reaktywację Pantery.
Dokładnie 2 lata temu, tj. 8 grudnia 2004 roku w czasie koncertu Damageplan psychopata wtargnął na scenę i zastrzelił na oczach fanów Darrella "Dimebaga" Abbotta. Dimebag był zaliczany do czołówki gitarzystów rockowych świata. Słynna gitara Zakk'a Wylde - Razorback została zaprojektowana własnie przez Darrella w Dean Guitars.
Niestety nie mielismy okazji zobaczyć Pantery na żywo... ich polski występ został odwołany z powodu wydarzeń z 11 wrzesnia.
Dimebag [*][*]



07 grudnia 2006

dziecko potrafi...

Ma 4 lata, mieszka w Gdańsku, nazywa się Igor Falecki. Szkoda słów, to trzeba zobaczyć:



02 grudnia 2006

zlew znad osadu


"Zgodnie z planem 2 grudnia (tj. za 6 tygodni) pierwszy zlew znad osadu:-)" - napisałem 6 tygodni temu.
Czas leci, a winka sobie powoli dojrzewały. Zlew przebiegał bardzo spokojnie. Wino z aronii w ilości ok. 10 litrów trafiło do tymczasowych pojemników. Następnie wino z ryżu zostało zlane do podobnych pojemników... oczywiście mowa o nieśmiertelnych czerwonych wiadrach:) Co było potem... no cóż... aroniowe wytrawne (jak się okazało po wstępnej przedprodukcyjnej degustacji) wino zostało umieszczone w mniejszym gąsiorze (huehue), a ryżowy hit wszechczasów trafił na tapetę. Wiadomo było, że należy mu nadać odrobinę ogłady, najlepsze będą do tego zioła, a więc na ochotnika zgłosiłem się jako tester/kiper. Wiele prób później;-) udało sie ustalić, nie bez kłopotu jeśli chodzi o nazewnictwo ziół, skład magicznej mieszanki. Żeby nie było zbyt magicznie zdradzę, że chodzi o imbir, ziele angielskie, goździki i pieprz, ale żeby zbytnio nie uchylać rąbka tajemnicy długo badane proporcje zachowam w tajemnicy:)
Grunt że mikstura wyszła całkiem smaczne.... smaczna...
...pole, las, woda, wieś, nadszedł czas krzesło nieś....
...co to ja chciałem?
...aha...
...ból głowy?
jaki ból glowy?
...aaa, zobaczymy rano, no tak:)
pozdrawiam... domorosły kiper (riper/piker/fiker/urlopen error)

01 grudnia 2006

wczoraj i dziś

Poznałem go jakoś w maju 1992 roku. Piliśmy razem dużo piwa i razem uczyliśmy się grać na gitarach. Dopiero zaczynał, tak jak i ja. Fascynacja powodowała że chciało się czegoś więcej. Gdy nie starczyło mi już chęci i trochę też czasu, odkupił ode mnie gitarę. To była Jego pierwsza elektryczna basówka. Grał dalej, więcej i więcej, ćwiczył... i słusznie. Jakby to powiedział/zaśpiewał Maleńczuk: "awansował nieustannie..."
Dziś już nie widujemy się tak często jak bym chciał, ale za to często słyszę Go w radiu, we wszelkiej maści rozgłośniach. Utwory jego zespołu bywają na listach przebojów, teledyski pokazują czołowe polskie stacje telewizyjne. Wydał z kolegami z zespołu 2 płyty. Druga uzyskała status złotej. Zna go cała Polska, koncerty odbywają się przy pełnej widowni, biletów nie starcza dla wszystkich chętnych.
Ma2sz i zespół COMA zagra w Łodzi 14 grudnia, ja i moi znajomi tam będziemy:)



Dyskografia zespołu Coma:
2004 "Pierwsze wyjście z mroku"
2006 "Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków"

A co na to Gógle...?

30 listopada 2006

[*] kolejny Wielki...

Wczoraj odszedł od nas w wieku 83 lat wielki aktor: Leon Niemczyk. Postać niewątpliwie wybitna. Tak o nim pisze Gazeta, a tak żegnali go Łodzianie.

26 listopada 2006

przygarnij kropka

Wszystkich zadowolonych Łodzian zapraszam do wspólnej zabawy.

23 listopada 2006

80

on wtedy odszedł
my zaczynamy
dla niego to koniec
dla nas początek
a gdyby tak 80
stało się czymś innym
wyzwanie rzucone
zadanie skończone
jak jing i jang
początek i koniec
jak nicość
i jak nieskończoność


toniemy...

...we mgle

...tak było w niedzielę... to był miło spędzony z Marzeną, Michałem i ich zwierzyńcem dzień:-)

16 listopada 2006

Folwark

"Witaj w naszym Folwarku!" - powiedziała Brudna Henrietta do Roześmianego Świstaka, który dźwigał ciężką walizkę do swojego pokoju w nowym domu.
Właściwie był to przytułek dla zwierząt mających Coś do powiedzenia, ale jednocześnie będących zbyt zakompleksionymi, by móc wyrazić to Coś. Wyjątkiem wśród mieszkańców tego dziwnego miejsca był Krzepki Pawian, który dostał się tu po znajomości, dzięki łapówkom i groźbom skierowanym do odpowiednich osób. Nikt nie wiedział co nim kierowało. Czyżby przed czymś uciekał? Pozostali byli tu dlatego, że nie mieli gdzie iść ze swoimi problemami.
Na przykład jeśli chodzi o Eukaliptusową Koalę, była ona wiecznie niezadowolona. W folwarku nie mowiło sie o tym głośno, ale szum pokątnych szeptów był niczym dźwięk wydawany przez zepsutą spłuczkę. Tym razem jej nastrój wynikał z tego, że przypomniała sobie po raz kolejny o odległej już o miesiące aferze z Pawianem. Jak zwykle poszło o drobiazg, przynajmniej w Pawiana mniemaniu. Misia, jak na Koalę przystało, po obfitej eukaliptusowej kolacji spała jak zabita. W takim stanie przypominała raczej leniwca. Tak się składa, że w sąsiedztwie mieszkał akurat Nerwus Leniwiec, jednak nie był on zbyt dobrym przykładem przedstawiciela swojego gatunku, ani też przykładem odpowiednim do porównywania z obecnym stanem Koali, ale o tym kiedy indziej. Wystarczy powiedzieć, że Koala cucona w jakikolwiek sposób, była zdolna tylko do leniwego podniesienia powieki i to wyłącznie prawej, umysł natomiast nadal pracował u niej na jałowych obrotach, albo nie pracował w ogóle. Pawian jako zwierzę silniejsze, które czuło się ważniejsze w folwarcznej hierarchii, postanowił właśnie wieczorową porą pokazać nieźle zduźdanej misi kto tu rządzi. Wiedział doskonale, że mała nie ma tyle mocy żeby zorganizować organizm, zareagować na zagawędę, szturchania, ale postanowił nie dawać za wygraną. To był według niego odpowiedni moment, by Koala zjawiła się w jego pokoju, by jak co tydzień, oczywiście zazwyczaj w ciągu dnia i przy normalnej Koalowej kondycji, poczytać mu jego ulubioną bajeczkę o Kubusiu Puchatku... takim misiu.
Pawian zawsze dostawał to, czego chciał, z uwagi na budowę ciała i tężyznę fizyczną połączoną z niezbyt lotnym umysłem, więc i tym razem osiągnął zamierzony cel. Odbyło się to kosztem 2 wiader lodowatej wody wylanych na głowę Koali, kosztem 5 czopków glicerynowcyh i płukania Misiowego żołądka przeprowadzonego przez wystraszoną Żarłoczną Lamę.
Ostatecznie Koala nie bez wysiłku przeczytała to, co Pawian chciał, ale pojawił się u niej duży uraz, który stawał się z dnia na dzień coraz większym problemem. Eukaliptusowa do dziś nie potrafiła całej sytuacji zaakceptować... a przede wszystkim tego, że uświadamiało jej to własną słabość. Kiedykolwiek spotykała Liska Chytruska lub Brodacza Monahijskiego - Pieska, przelewała swoje żale na nich. Mieli już dość jej ciągłego marudzenia, tak jak i pozostali mieszkańcy. Jedynym zwierzęciem, które nie odczuło jej nawracającego rozżalenia była Importowana Kura. Koala nie zaczepiała jej, bo i tak Kura była przygłucha, więc ciężko się było z nią dogadać.
Była jeszcze Brudna Henrietta, która opiekowała się Folwarkiem, jednak z nią akurat nikt nie lubił rozmawiać, bo niezbyt przyjemnie pachniała, nawet w pojmowaniu zwierząt. Bo Henrietta była człowiekiem, kobietą, tak się przynajmniej wszystkim wydawało. Jej fartuch był wiecznie brudny, a włosy wydzialały takie wonie i miała je w takim nieładzie, że lepiej o tym nie wspominać! Zwierzęta starały się do niej nie zbliżać, choć formalnie to ona była ich jedynym opiekunem.
Tak więc Koala musiała sobie po raz kolejny sama poradzić z niezbyt dobrym nastrojem... czy jej się uda? kto jeszcze mieszka w Folwarku? czy Importowana Kura ma coś wspólnego z pewnym Kaszlącym Łabędziem?

Jeśli ciekawią Was odpowiedzi na powyższe pytania, lub dalsze losy wymienionych zwierzątek, a może też chcielibyście poznać Rozważnego Chomika i Szarą Myszkę piszcie. Kto wie?!?...


Silvija, dziękuje Ci za zachęcenie mnie do "Folwarku".

15 listopada 2006

tynfa wart i nie tylko...

GonsioR(y) live... znowu zyskuje na wartości:) Do tematu wypłaty poniższych srodków chyba nie ma co wracać, nikt zbytnio się nie zgłasza z kasą, ale czas pokaże, może coś z tego wyjdzie;)


My blog is worth $1,693.62.
How much is your blog worth?


Tymczasem Silvija z Anią wybrały się do kina (o zamiarach wspominałem wcześniej) na Volver Pedro Almodóvara. Silvija powiedziała że film Jej się bardzo podobał.

A czas leci... na palcach obu rąk już mogę policzyć dni robocze jakie mi zostały do zimowego urlopu... a będzie to 19 Wolnych Dni!!! Nie mogę się doczekać!!

12 listopada 2006

Przerwana lekcja francuskiego

Odwiedziła nas wczoraj Ania:)
Daria od razu zaatakowała Ciocię... Ania zaangażowała się w akcję "Cała Polska czyta dzieciom";-)




Odwiedził nas też Denis, mój Szwagier (poniżej z Silviją):


Ania wbiła pinezkę oznaczającą miejsce gdzie mieszka w globus Google Earth 4 BETA.


Było wino... oczywiscie z Francji (panowie rozpracowali tzw. kalendarz Carlsberga). Ania oprócz wina przywiozła wyśmienite francuskie sery, więc (mlask-mlask) było smacznie.
Był też czas na zagawędę Ani i Sebastiena via Skype 3.0 (oczywiście BETA)


I jakby nie było, Ania (parlająca franse) udzieliła nam lekcji języka francuskiego.
Możliwe że Dziewczyny wybiorą się na jakiś rzewny babski film (jak Ani wystarczy czasu), ja tymczasem czekam na kolejną Jej wizytę... może dojrzeje już jakieś home-made winko;-)

10 listopada 2006

to ja do Białegostoku

Takiego kandydata to tylko pozazdrościć. Nie jest to żadna agitacja, na łamanie ciszy przedwyborczej za wcześnie... to po prostu głos pełen podziwu dla kandydata na prezydenta miasta Białystok.
Dla tego pana duże oklaski... za odwagę cywilną przede wszystkim. A oto co mówi o sobie:

09 listopada 2006

nocna zmiana... czyli... ale o tym jeszcze dalej



Młodsza jak zwykle roześmiana, a tymczasem mam do zaproponowania coś, co mam nadzieję i u starszych wywoła uśmiech (choć na chwilę). Zapraszam do codziennej porcji Klary Weritas, czyli na "Łabędzi śpiew gąsiora". Tak, tak, to nie pomyłka, ani też nie kryptoreklama... Gąsior jest, a jakże:) !!! Tyle że chodzi o najsłynniejszą polską powieść z cyklu true-poltical-fiction nadawaną codziennie rano przez RMF FM oraz pod powyższym linkiem w formie mp3. Aby wiedzieć kto jest kto (a to ważne, szczególnie jeśli ktoś jest zaspany) zapraszam tu.

A tymczasem siedzę w pracy... czekają mnie kolejne nocne walki z serwerami... jeśli się jeszcze nie domyśliliście, to chodzi oczywiście o piątek 13tego. Poprzednia porcja nocnej posiedziby miała miejsce 24 października, dziś (mam nadzieję) będzie koniec. Bo już nie ma co odkręcać.

beta beta beta mniam

Mniam mniam mniam! - sprzed klawiatury rozległo się głośne mlaskanie i cmokanie.
Pojawiła się kolejna wersja beta Skype, tym razem będzie to już Skype 3. Niestety tylko dla Windows, ale użytkownicy innych systemów pewnie też się niebawem doczekają. Funkcji coraz więcej, wygląda coraz przyjemniej, nic tylko instalować. Ja już to zrobiłem i cieszę się póki co. W nowym Skajpie można nawet pograć (huehue) w gry z rozmówcą/czatownikiem, na razie tylko 2, ale jest to jakaś nowość... oczywiście nic na siłę, żadnych dodatkowych funkcji nie trzeba wykorzystywać, ani nic instalować. Ale wszystko jest ładniejsze, aż się chce gawędzić.
Po polsku można poczytać o tym na stronie serwisu Alternatywa.Info
oraz oczywiście u źródła.

07 listopada 2006

direction IKEA, Janki, Poland


Wczoraj z Michałem pojechałem w kierunku stolicy na ikejowe zakupy. Świąteczne gadżety ze Skandynawii mnie i mojej Małżonce podobają się najbardziej, a że sklep Ikea ma być otwarty w Łodzi dopiero w 2008 roku, więc jeszcze trochę poczekamy. Na szczęście przepychanki na wysokich szczeblach wreszcie się skończyły.
Póki co Szacunek dla Michała! Kiedy potrzeba zabiera w podróż i odwozi pod dom, niejednokrotnie z dostawą do dużego pokoju;-)
Tymczasem dziś całą drogę padało, było brzydko, były korki, a jak wyglądały można zobaczyć też TU
A poniżej rzut oka na zamglone pole:

05 listopada 2006

laski

04 listopada 2006

imieninowo ale dramatycznie

Jeszcze zanim poszedłem do pracy w dniu wczorajszym Daria zaczęła dziwnie pociągać nosem. Dramat rozpoczął się jednak dopiero w okolicach godziny 20tej, gdy Silvija po wykąpaniu Darii zauważyła ukrywaną pół dnia przez dziecko przyczynę pociągania:


Była to nadłamana końcówka kredki swiecowej głęboko w nosie Darii. Maleństwo nie chcialo się przyznać że źle zrobiło, bo już wczesniej miała jasno powiedziane co myslimy o wkładaniu kredek do nosa. Siedziała więc cicho pół dnia. Gdy juz wyszło na jaw że kredka jest, gdzie jest, jak długo jest, postanowiła nie dopuscić do jej usunięcia. Płacz trwał przez godzinę, aż Silviji udało się uspić Łobuza. Przez nastepną godzinę Dramat trwał dalej. Sól morska, próby wyciagnięcia patyczkiem, fifką, gruszką, ani niczym innym nie skutkowały. Na szczęscie zmęczona Daria obudziła się tylko raz w trakcie zabiegów. Patyczkowi pomogła dopiero masć arnikowa. Cała akcja trwała ponad 2 godziny. Silvija się strasznie umęczyła, ale udało się... do następnej kredki swiecowej:-)
Tymczasem dzis Daria przejęła kredki, których tata nie otworzył gdy je dostał w podstawowce. Nowe-stare swiecowe kredki... malowane jak ta lala, juz takich nie robią:-)

...a będzie jeszcze lepiej.

Jak obiecali, tak słowa dotrzymują. Miało być lepiej i jest!
Aby sie o tym przekonać wystarczy przeczytać artykuł na stronach Gazety. Otóż dowiemy się z niego, że od wczoraj nie wolno fotografować prezesa Jarosława z profilu.

"Bo takie są ustalenia" - powiedział dziennikarzom pracownik biura prasowego rządu.
Dziennikarz Gazety sugeruje obejrzenie zdjęć z profilu zanim znikną z internetu.... buhahahaha.

03 listopada 2006

imieninowo

Silvija dziś ma imieniny:-)
Kochanie... 100 Lat i Duuużo Słońca od Darka i Darii!!
(i dla wszystkich innych Sylwii)

ufff

Skończyłem dziś czytać najcięższą (moim zdaniem) powieść Stephena Kinga, zwanego też przez niektórych Stefanem Królem. Jest to kolejna jego mroczna opowieść, którą ukończył w 1991 roku. Dramat rozgrywa się (jak to u Kinga) w domku nad jeziorem Kashwakamak gdzieś w stanie Maine... oraz w głowie pewnej kobiety. Momentami powieść zapiera dech w piersiach. Dopisek "dla ludzi o mocnych nerwach" byłby jak najbardziej na miejscu. Zapraszam do lektury: Gra Geralda.
Tymczasem żeby odsapnąć i nieco się zrelaksować zamierzam wrócić na Świat Dysku Pratchett'a w "Kapeluszu pełnym nieba"... brzmi smakowicie.
A potem jak szczęście dopisze i szwagier kupi;-) może do VII i ostatniego tomu "Mrocznej Wieży" Mistrza Kinga... Can Calyx, ka-tet Rolanda i North Central Positronics czekają na mnie.

02 listopada 2006

zaległości, a może nie...

Przedwczoraj - spokojny wtorek - po pracy (dzień kolejny komunikacyjnego koszmaru, który nawiedził Łódź po raz kolejny) postanowiłem odwiedzić Dziadka i Prababcię, tym bardziej, że pogodę zapowiadali na 1go listopada nieciekawą. Melancholia...




I rzeczywiście: wczoraj (1 listopada) w ciągu dnia wiało strasznie i momentami lało:

...a w nocy spadł śnieg (1/2.11):

Ciekawe, czy utrzyma się do rana?

A tymczasem Ania dziś spacerowała po Cmentarzu Père-Lachaise. Wybieram się na przechadzkę wirtualną, ktoś idzie ze mną?
Aniu, pamiętaj następnym razem o świeczce dla Jima!

P.S. (9:00) Śnieg się utrzymał, Daria widziała:)

01 listopada 2006

jest dobrze...

"Jest dobrze a będzie jeszcze lepiej" - tak brat miłościwie nam panującego, prezes Jarosław, podsumował rok rządów swojej partii.
No to jak bedzie jeszcze lepiej, to ja się bardzo cieszę, niczego innego bardziej nie pragnę!
Może nawet pójdę na nich glosować w nadchodzących wyborach... hmmm... zaraz, zaraz, czy to nie ci sami co wydymali swoich najpotężniejszych koalicjantów, a wraz z nimi połowę obywateli?? A nie, to chyba nie ci, bo to chyba ci, co wydymali dzielnych chłopów i moherowe berety..
...eeee chyba mi się coś pomyliło... przecież jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej!

31 października 2006

30 października 2006

-2°C

Przymroziło z rana przygruntowo... brrrr.



Po więcej zapraszam do tego albumu.